JAN KASPROWICZ
Widzę, że zbytnich dostępujesz honorów,
ty mój walący się domie!
że zaczynam mówić o tobie, jako o czymś, co wartością przewyższa wór mąki albo statek, wiozący z dalekich krajów nici jedwabne na pończochy dla dam, albo godność człowieka, który na wielkim zgromadzeniu wdrapał się na stół i śród oklasków Raj obiecuje tłumowi.
A przecież zbudowałem cię na odludziu, na pograniczu spraw, w których najprzenikliwszy mędrzec nie znajdzie związku z dukatem płaconym dziewce ulicznej,
albo z chorągwianą, gromniczną ekshumacją zwłok zapomnianego artysty,
albo z niecierpliwością narzeczonej, umierającej z tęsknoty do podróży poślubnej w wygodnym, samotnym wagonie,
albo z tryumfalnym ogłoszeniem Rzeczypospolitej na gruzach monarchii,
albo z rozpaczą mamki, tracącej pokarm!...
Krzewy głogu krwawią się na czarnej, łupkowej, prostopadłej ścianie.
Mże sierpniowego południa snują się po łąkach i owsach ku niebotycznym górom...
a wzrok mój osłabł...
A na pół ślepy będąc, straciłem miarę rzeczywistości: wyglądasz mi w słońcu na pałac, w księżycu na zamknięte, pełne widm zamczysko, a jesteś tylko przenędzną lepianką, ty mój walący się domie!
damę obecna na zdjeciu zapozyczylem
http://sitara-leotastock.deviantart.com/art/Mrs-Lovett-4-73891241