Wczoraj pokazałem oplecione rusztowaniami, wyjęte z wody kutry w Rybackiej Stoczni Remontowej we Władysławowie.
Marek (
http://marek54.digart.pl/ ), któremu to zdjęcie dedykuję, zadał słuszne pytanie: "jak one tam wlazły, bo to chyba nie suchy dock?"
Prawda, to nie suchy dok, stocznia we Władysławowie nie dysponuje dokiem, ani suchym, ani tym bardziej pływającym. Nie dysponuje też żadną halą, w związku z czym wszystkie prace odbywają się na swieżym powietrzu.
A jak statki włażą na nabrzeże? To proste:
W basenie stoczniowym statek wpływa na coś w rodzaju zanurzonego w wodzie solidnego wozu drabiniastego, gdzie umocowuje się go "na sztywno". Wóz ten stoi na jeżdzącym po szynach w kanale portowym tzw. wózku slipowym, który podciąga się do punktu, w którym wóz wraz ze statkiem może zjechać (również po szynach) na żądane stanowisko. Tam statek oplata się według potrzeb ruchomymi rusztowaniami, i już.
Ze względów bezpieczeństwa przejście przez kanał i wózek slipowy jest surowo wzbronione, o czym przypomina na wszelki wypadek wielki napis na kanale.
Na zdjęciu widać wózek slipowy w portowym kanale (całkiem po lewej, taka płaska platforma), a na "wozach drabiniastych" stoją kutry. Oczywiście, jakże by inaczej, muszę trzymać styl, stoi więc jeden z "moich" kutrów, WŁA-305, o którym pisałem parę dni temu w obrazie "trzy gracje".