Zaloguj się przez Facebooka! Zarejestruj się!

Bajka na faktach:)
proza  |  beletrystyka  |  bajka  |  góry  |  Liczyrzepa  |  opowiadanie


Zaczynalem trzecią godzinę wędrówki. A wlaściwie już wspinaczki. Porwalem się na Śnieżkę, niesiony ladunkiem emocji i przeżyć z paru ostatnich dni. Powiadają, że Karkonosze to góry średnie, że Śnieżka latwy szczyt. Może i to prawda, ale średnie i latwe - to określenia względne. W Kotle Łomnickim od razu poczulem, że na takiego amatora jak ja to calkiem stroma góra, zresztą na nic wyższego dotąd nie chodzilem... Szlak z wygodnego "deptaka" zamienil się w stromą ścieżkę z kamieni i zacząlem wysiadać. Kurcze, może choć na Kopę doczlapię...Szczęśliwie w górach jest tak, że im trudniej, im bardziej pod górę - tym widoki ladniejsze. Pocieszony tą myślą zacząlem co jakiś czas przystawać i podziwiać - a to skalki, a to Przelom rzeki Łomniczki, dlużej lapalem też oddech przy symbolicznym Cmentarzyku Ofiar Gór. Kawalek za tym punktem zobaczylem, że ktoś schodzi tą samą drogą z góry. Gdy byl bliżej zauważylem siwe wlosy i to, że podpiera się laską, a jeszcze bliżej - laska okazala się pojedyńczym kijkiem typu "Nordic Walking". Mimo swojego wieku schodzil dziarsko, ale zarazem ostrożnie. Ten jego lekki krok mnie zelektryzowal. Toż kurcze ja mam 34 lata a już wysiadam ?! Nie ma mowy ! Wejdę dziś na tę Śniezkę, może sil zabraknie na zejście, to zanocuję w schronisku, ale wejdę ! Gdyśmy się mijali uśmiechnąl się.

- Dzień Dobry - powiedzialem
- Dzień Dobry, skąd idziesz ?

"No tak, widać po mnie jakbym 100 km dziś przeszedl, czerwona twarz, pot na czole - pomyślalem -cholerna nadwaga, muszę się wziąść za siebie"

- Z Karpacza - powiedzialem zgodnie z prawdą
- Nieźle...z samego dolu - a jak tam niżej droga wygląda, dam radę ?

Mialem wrażenie, że to retoryczne pytanie, że dobrze wie, że zejdzie i jak ta droga wygląda. Niemniej odpowiedzieć należy, gdy na szlaku pytają o drogę.

- W kotle jest ciężko, do tego lasku jak tutaj - caly czas po kamieniach i stromo, w lasku też kamień ale równy no i w dól już będzie, a za schroniskiem "Łomniczka" to już prawie prosta droga

- To zejdę. Aha...no a jak tak z dolu samego idziesz - to weź ten bilet, kupilem wjazd i zjazd, ale postanowilem, że zejdę pieszo. Jak będziesz schodzil ze Śnieżki, to od Kopy masz wyciąg

Mialem ochotę go uściskać. Ale jakoś tak nie wypada spotkanego na szlaku czlowieka obściskiwać, więc uśmiechnąlem się tylko szeroko i podziękowalem z serca za nieoczekiwany prezent. Każdy poszedl w swoją stronę. Ja dotarlem wreszcie na Kopę i stamtąd na Śnieżkę. Samo wejście na szczyt do lekkich jak dla mnie też nie należalo, jak dotąd wspinalem się na góry wg "zasady kosodrzewiny", mniej więcej do ok 1300 m n.p.m. Nie pchalem się na szczyt, na którym jest już tylko gola skala, póki zielono - to szedlem. Śnieżka wystaje ponad tę granicę kosodrzewiny dobre 300 m i ten kawalek to bylo coś nowego. Wiatr, pędzące chmury...kurcze, z dolu widać, że szczyt w chmurze czasem, ale, że ta para wodna tak zapierdziela to nie mialem pojęcia Na Śnieżce bylem ok. godziny 15.00, pstryknąlem parę zdjęć i jazda z powrotem. Tym bardziej, że wyciąg krzeselkowy z Kopy jest czynny do 16.00. Szlak wg mapy przewiduje na ten odcinek ok. 45 minut, więc zdrowo wydlużalem krok. Zdążylem , ale już zjeżdżając poczulem znużenie. Do tego zaczęlo mnie nieco dręczyć pytanie jak poszlo na drodze w kotle starszemu Panu. Oddal mi bilet...ja jadę, a jeśli jemu coś się stalo ? Myśli i powieki zaczely robić się ciężkie, a tu nagle lekkie szarpnięcie. Kolejka stanęla. No tak, wyciągi czasem tak mają...zerknąlem w dól. Z lasu na przecinkę niespodziewanie wyskoczylo coś szarego. Zając ! Zazwyczaj na wyciągu nie wyjmuję aparatu, bo wyobraźnia podpowiada mi obrazek spadającej cyfrówki. Ale tym razem musialem. Jedno pstryk, potem drugie. Zając jakby zorientowal się, że go podglądam i zaraz po drugim zdjęciu obrócil się w moja stronę a następnie ...skoczyl ! Ale jak ! Kilka metrów w górę, wprost na krzeselko wyciągu obok mnie ! Zdębialem.
Na krzeselku nie siedzial już szary zając. Siedzial czlowiek. Wlosy siwe, dluga broda, ubiór góralski...no nie taki jak w Tatrach. Bardziej strój myśliwego z gór. Solidne wiązane wysoko buty, torba przewieszona przez ramię. No i te oczy, znam je skądś, widzialem już gdzieś to spojrzenie...toż to jest...

- Liczyrzepa jestem - przedstawil się bez żenady
- Grzegorz... - wybąknąlem wciąż zaskoczony
- A wiem, wiem Dziwne Ci się zdaje to wszystko, niby wielu wierzy w duchy - ale jak który spotka np. ducha gór to zaraz robi zdziwioną minę - uśmiechnąl się - zresztą możesz mnie nazywać Rzepiórem,
Karkonoszem, Rübezahl, Krakonos czy Panem Janem - tak mnie od wieków różne nacje zwą
- Milo mi - powoli zaczynalem dochodzić do siebie, przemknęla mi myśl, żeby jeszcze na wszelki wypadek się uszczypnąć, ale nie bardzo moglem to zrobić bo obiema rękoma trzymalem na kolanach plecak ze stelażem. A zresztą, co mi tam...w jego górach zachowywalem się zawsze przyzwoicie, wiec chyba zlych zamiarów nie ma

- A czemu to spotkal mnie ten zaszczyt, żeś mi się pokazal ?
- A to dluga historia - znów się uśmiechnąl - w skrócie to jest tak, że duchy widzą więcej i dalej - przynajmniej z waszego, ludzkiego punktu widzenia. Naszą uwagę zwracają czasem rzeczy, które dla was wydają się nieistotne i zostają szybko zapomniane. Pamiętasz swój pierwszy pobyt w Karkonoszach ?
- Pewnie, że pamiętam, tato wybral świetny czas na te wczasy, wtedy pierwszy raz zobaczylem śnieg na szczycie Szrenicy.
- Do dziś masz to w glowie, wiem. A zabawę choinkową pamiętasz ?
- Wszystkie móglbym pomylić, sporo ich bylo, ale tę ze Szklarskiej Poręby zawsze odróżnię - powiedzialem wesolo. W końcu nie na każdej prezenty rozdaje, ktoś inny niż Św. Mikolaj - na tamtej, wyjątkowej "mikolajce" prezenty przyniósl facet przebrany za Liczyrzepę.
- Ano i mnie bylo milo, że ten jeden raz moglem Św. Mikolaja wyręczyć, choć pewnie zauważyleś, że ten przebieraniec trochę sie trząsl. Tak jak Ty teraz. Bo wiesz, jak dowiedzialem się, że tym razem to Liczyrzepa przyniesie dzieciom prezenty, to poszedlem do niego powiedzieć, żeby się nie przebieral, bo ja sam chętnie im je dam. Ale zrobil wielkie oczy i zamknąl się w lazience. Więc dalem spokój. Ale Ciebie zapamiętalem, zainteresowaleś się wtedy Karkonoszami i Liczyrzepą i tak Ci zostalo. Dlugo jednak zwlekaleś z porządnymi wyprawami w moje góry...
- No Liczyrzepo, skoro Ty tyle wiesz o mnie, to wiesz też i to, dlaczego tyle mnie nie bylo...
- Ano wiem, ważne sprawy...tylko powiedz, czy nie szkoda Ci tych lat bez moich gór ?
- Szkoda...masz rację...dziś nawet poczulem, że inaczej by mi droga poszla, gdybym mial te dwadzieścia lat, już wtedy trzeba bylo chodzić w góry...

Zobaczyl, że nieco posmutnialem i chwilę milczal. W końcu powiedzial :
- No, lepiej późno niż wcale. Wiele jeszcze w tych górach przed Tobą do odkrycia. Tylko nie łam się za szybko. Jestem tylko duchem gór i nie zawsze będę mógl wspomóc cię biletem na kolejke linową, jak dziś

W jednej chwili wszystko stalo się jasne. To dlatego ten wzrok wydawal się znajomy. Dziś go widzialem w Kotle Łomnickim !

- I co robisz znów tę zdziwioną minę. Widzialem, że się zastanawiasz jak mi poszla droga na dól to teraz już wiesz. Jedź dalej spokojnie. Na mnie juz czas, muszę zające postraszyć bo już slyszę, jak rozpowiadają po calych Karkonoszach, że przyjąlem postać ich ziomka i są teraz najważniejsze.

Machnąl ręką na pożegnanie, uśmiechnąl się i skoczyl z wyciągu. Nim zdażylem się przestraszyć zmienil się w jastrzębia i śmignąl w nad lasem. Ale jak ! Aż od podmuchu skrzydel krzeselko się zatrzęslo. Zaraz...zatrzęslo i wyciąg ruszyl ! Otworzylem oczy. Chwila, chwila...toż ja spalem, wszystko od zająca po jastrzębia to musial być sen ! Kurcze, ladne rzeczy. Dojeżdżam już do dolnej stacji, mijam tabliczkę " Przygotuj się do wysiadania" a ja śpię w najlepsze i o Liczyrzepie śnię ! Plecak ledwo co trzymam w jednej ręce, sam też zaraz bym się zsunąl z krzeselka, gdyby nie metalowa poręcz. Oj, Grzegorz kiedy Ty dorośniesz...Zeskoczylem z krzeselka i usiadlem na lawce obok stacji. Mimo wszystko sen byl bardzo realny. Na pewno to byl sen, przecież to niemożliwe, żeby ktoś zamienial się w zająca czy jastrzębia, niemożliwe żebym rozmawial sobie na wyciągu z Liczyrzepą, wszystko jasne. Spalem. Sięgnąlem po aparat, żeby obejrzeć zdjęcia z calej wycieczki. Na dwóch ostatnich zdjęciach jest zając...




komentarze
Aby dodać komentarz musisz się zalogować.

Jeśli nie masz jeszcze konta w digarcie, załóż je lub zaloguj się Facebookiem!
 
Zaloguj się przez Facebooka! Załóż konto w digart.pl Zaloguj się do digart.pl
~KASIA50 Podoba mi się    16.08.2011 @00:19:55
Fajne... Podoba mi się...
Pozdrawiam
~modelarz    28.07.2011 @15:44:14
Moje literówki i inne błędy psują efekt, to opowiadanie o górach było napisane dawniej i przekopiowane do worda, powinienem popracować nad korektą, nie da się ukryć
~karmel96 Podoba mi się    27.07.2011 @18:51:03
Masz ciekawy styl, opowiadanie dobrze napisane, nie licząc błędów składniowych, literówek i innych wpadek, które irytują (a już za 'wziąść' można Ci śmiało łeb urwać ;D). W paru momentach chyba za dużo tego stylu potocznego, ale w sumie to kwestia indywidualna, czy to się komuś podoba, czy nie : ) Ogółem - spodobało mi się, ale parę widocznych błędów obniża ocenę do dobrej. Pisz dalej
© 2001-2017 Grupa Onet.pl SA - digart.pl v.6
RSS Wszelkie materiały i wypowiedzi zamieszczone w serwisie należą do ich autorów. Grupa Onet.pl S.A. i zespół digart.pl nie odpowiadają za ich treść.
strona główna | regulamin | zasady korzystania | faq | załoga | RSS | reklama | kontakt