Obok Czerwonego Kapturka nie mogę przejść obojętnie, bo to motyw znany - czytam dzieciom na dobranoc, oglądam prześmiewcze nadinterpretacje filmowe, na studiach zaszokowałam się interpretacją Bruno Bettelheima widzącego w baśni motywy seksualnej inicjacji dziewczynki, która po powrocie do domu staje się kobietą itp. Podobnie jest i ze zdjęciem, na którym jest młoda kobieta, z nieodłącznym atrybutem czerwonego płaszcza i koszyczka z jedzeniem. Sama, w dziwnie niewyraźnym lesie, nie spaceruje podśpiewując i nie zrywa kwiatów, by je zanieść chorej babci, ale stoi i... czeka. Przeczuwając zbliżające się przeznaczenie? Patrzy na korony drzew poważnie ale bez strachu. A może ona jest już po inicjacji?