Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Kochankowie
!montagproject | proza / obyczajowa

KOCHANKOWIE

Z wszystkiego się udaje. Budować gniazda i przegrody. Budować labirynty, w które wierzymy wypełnione panami i paniami, po herbatce, w żywopłotach ze śmiechem. Nie w elektrycznym świetle, które tak bardzo bardziej pasuje do samotności (i do walenia głową w ścianę). Albo opierania się czołem o ścianę, bo o ściany z przystrzyżonej zieleni opierać się można tylko lekko, plecami, kręgosłupem lędźwiowym, w celu jasnego oddechu, przechylenia głowy do tyłu, śmiejąc się samym światłem.

Budować gniazda i przegrody wracające pod twarze, kiedy możemy się twarzami zaprzyjaźniać z ich chłodem, jak ofiara zaprzyjaźnia się z katem w Sztokholmie, zwłaszcza kiedy pada i kiedy koszule są rozpięte aż do splotów słonecznych. Zaprzyjaźniać się ciszą, kiedy tykanie zegara w tej ciszy przestało się wydawać banalne, a tanie książki o tęsknotach nagle trafiają w samo dno serca, z dziecinną łatwością, jaką bywa przeżycie dnia nie wychodząc z łóżka.

Wracające pod twarze wszystkie małe gesty, małe trajektorie, z których da się ułożyć ścianę, zupełnie jak z klocków. Mały zestaw do budowy domu, w kolorowym pudełku, w sklepie z zabawkami, w którym się poznaliśmy. Nie dla siebie. Od razu wyszło, że nie dla siebie ta zabawka, dla siostrzeńca z ulgą, po której przyszedł ten niewielki dotyk, początek przez dotyk.

Małe trajektorie - półsłowa, półgesty, oddech z wielokropkiem z oczu. Nocna obserwacja świetlików bez procesów myślowych, przeżywanie przyrody, bycie częścią przyrody, zupełnie jak częścią banalnej powieści, klienteli romantycznych kafejek i teatrów, dokąd można się ładnie ubrać i oddychać światem innych oddychających, zgromadzonych w przestrzeni by być razem w byciu razem, uśmiechać się do siebie i precyzyjnym ruchem wsuwać bilety do kieszeni, jakby to było zaklęcie, modlitwa do trwającej chwili.

Półsłowa, półgesty, którym kłaniał się kelner i napiwek, jakbyśmy wrzucali grosik do fontanny. Że tu kiedyś wrócimy, wtedy też wrzucimy i wszystko będzie trwało takim prostym zabiegiem. Tak niewiele trzeba. Jednak. W radiu ktoś gdzieś wyszedł z domu (dokądś) i dotychczas nie powrócił (oczywiście), ktoś wyżej wyciąga korek z wanny, woda szumi w rurach. Czasem się wydaje, że wieczorem ściana jest cieplejsza, prawie się oswaja przy dłuższym kontakcie z cerą, w elektrycznym świetle, pod koniec dnia. Chemiczny związek, relacja, zdawanie sobie sprawy,

z wszystkiego.







Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.