Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Przed Ciepłem
!montagproject | proza / obyczajowa

Przed ciepłem

Przyjechaliście, drodzy, lecz jeszcze nie nadeszło Ciepło i my tutaj, którzy respektujemy naturę, też jeszcze nie dojrzeliśmy do pełni przyjemności, którą możemy wam dać. Na razie chodzimy z wiadrami, malujemy zardzewiałe maszty parasolek, zdrapujemy z nich deszczowe miesiące, przez które nie widać nic i nawet nie wiadomo, które to drzwi lub okna trzaskają którym na wietrze.

Oczywiście niezmiennie jesteśmy gościnni, choć żądamy wybaczenia senności i naszego nadmiaru, który przejawia się w chodzeniu grupami personelu, nud na dyskotekach, których jeszcze nie wypełniły kołysaniem bioder starsze panie, pomiędzy udami których znajdujemy chleb.

Pozostają nam wyliczanki, klaskanie w cudze dłonie, picie herbaty przy zimnym barze, prawie w ciemności, gdyż ze względu na średni sezon, na niedopełnienia, oszczędzamy światło - słońce też zresztą nie świeci jeszcze na całego. My tutaj, na południu jesteśmy bliżej natury i dlatego bliżej nam do Waszych kobiet.

Plaże nie przybliżyły się jeszcze do tarasów, ale obiecujemy, że są naprawdę coraz łatwiejsze, choć żeby na nie wejść należy obudzić śpiącego, podać numer pokoju z klucza oraz nazwę hotelu, zanim zaśnie, kiwnie głową - tylko w dół - zgodnie z grawitacją, która ściąga Was tutaj za pieniądze, które ruch obrotowy ziemi wysunie wam z kieszeni do wszystkich nieczynnych fontann, gdzie zostaną wpuszczone w obieg.

Ludzie z twarzą w piachu, z zeszłorocznymi papierosami w poparzonych zimnych palcach. Nasza gościnność trwa długo, w niczym nie przeszkadzamy, przede wszystkim zaś nie w spoczynku po tak aktywnych życiach, którymi można zarobić na nasze gwiazdki i nieba, na nasze półksiężyce.

Wieje wiatr, przywiewa nową falę ciepła, po którą będziecie bladzi, w kolejkach na lotniskach. Wyrównać kolorystykę, natura nie znosi pustki, a my mamy duże lotniska, całe na biało i czysto, całe na łopocząco, żeby odstraszyć gdzieś muchy, pozwolić im się wyżyć gdzie indziej.

W szczęku wieczornym sztućców jest blask wieczorny zębów naszej świeżej obsługi. Te zęby są bardzo zdrowe i taką zdrową bielą są nawet w naszych oczach, uśmiechnięte, zapraszające, otwarte. Wy siebie zasłaniacie drogimi alkoholami, jakby by ukryć zmieszanie, brak ciepła pod powiekami, przed zaśnięciem, gdzie skrzydłami i pokojami, równymi odległościami, my wyjmujemy z Was dzieci jak dusze i układamy do snów pełnych bioder i tiulów i śniadych męskich dłoni w złote sygnety na palcach.

I w śmiech.


Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.