Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Dzielnica Rzeźna
!montagproject | proza / obyczajowa

Dzielnica Rzeźna

W podcieniach, w miejscach wilgotnych z braku słońca stoją czerwone gabloty rozświetlane od środka
słabymi żarówkami. W nich leżą jadalne szczątki martwych zwierząt, w nich stoją plastikowe kwiaty
(nie więdną), w nich brzęczenia łaskoczą, obijane chmarami o szyby.

Obok głów z krwawymi ranami w miejscu tułowi, wąsaci mężczyźni w fezach grają w gry planszowe, w
których rzuca się kostką po poplamionym stoliku, odganiając przedłużeniem gestu rzutu muchy, które
stadami i nawałnicami chcą ją wyssać ze szpiku do cna.

Na usługach rzeźników brzuchaci, a mikrzy chłopcy, ustami bez żadnych zębów obejmują zardzewiałe
latarki w szeleszczących foliowych workach trzymanych dłońmi przy twarzach. Tak zwabiają insekty,
próbujące zawsze obsiąść całe światło, nawet to w oczach chłopców, dlatego właśnie nigdy nie ma
tutaj słońca.

Pośród ciał martwych zwierząt otyłe kobiety przesuwają spokojnie henną malowane, upierścienione
dłonie, jakby chciały nimi zgarnąć trochę krwi, gdzieś między palce. Pieszczotliwe miętoszą wiszące
pod sufitem jądra, odcięte dziś młodym byczkom, których smutne oczy w oddzielonych wcześniej
głowach, przerwały patrzenie wpół zdania. Tymczasem dłonie w hennie ciągle obściskują jakby to były
owoce dalekich krwawych mórz, które pociekną lepko w rękawy - by poczuć młodość i jak soczyście
tryśnie między zębami sprężysty upieczony mięsień.

Dziewczyny prosto ze szkół, z policzkami przechodzącymi niebezpiecznie blisko powieszonych racic,
koło krwi ściekającej ze stalowego blatu, gdzie leży świeżo zdjęta skóra i parują flaki. Jakby nie miały
nosów, wertują różowe zeszyty w biedronki, i poprawiają wsuwki we włosach, z których w swoich
domach, w zapachu paleniska wyczeszą żywe muchy. Nie muchy zwabione latarką, których pełne
worki wiszą na ścianach i brzęczą, i muchy które są martwe w workach obok, po bokserskiej walce.

Mężczyźni grają w chińczyka, a Ty zaraz się zgubisz, w labiryncie, oślepiony muchami wejdziesz w
miejsca bez wyjścia, hałaśliwe hale gdzie palacze bez filtrów ze stadami much w oczach ćwiartują
rzeźne przerażone stada, z rozmachem i na oślep, rozłupują czaszki, wypruwają tętna wymachując
toporami w zabliźnionych kończynach, których nikt im jeszcze nie odciął przypadkiem. Uciekasz dalej i
niżej w parowe łaźnie nagich rzeźników, gdzie pyzate głowy na górach parujących wnętrzności mówią
obce słowa silnymi ustami. Tu się trafia gdy obetną obie ręce - w nagrodę.

Nie próbuj umykać krwawymi groblami, na swych mokrych nogach, w spodniach do wyrzucenia, nie
pozwól sobie założyć na głowę świeżo odciętej głowy. Chętnie to robią kuchciki, mali pomocnicy z
nożami moczonymi w niekompletnych palcach. Łatwo tutaj skończyć z oczami pełnymi brzęczenia, z
ustami zatrzymanymi toporem. Pozycja embrionalna, zakrywanie twarzy, próba głośnego krzyku, to
wszystko tu na nic. Nie wdychaj much, nie wydychaj, oddychaj samym powietrzem.

Albo po prostu zamknij oczy. W nich masz małą szansę kurczowej pobudki w pościeli, w nagim,
niewinnym ciele, nad kwadratowym basenem bardzo błękitnej wody - bezkrwawej, spokojnej i
chłodnej, tej którą w telewizji wlewają do podpasek.




Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.