Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Konsumując
!montagproject | proza / obyczajowa

Konsumując

Jakby się skrępowały na beztroskie powitanie, nienormalnie jak na tutejsze wieczory po upalnych
dniach, kiedy ruch szczęk w restauracjach lśni w światłach bocznych lampek, nawet jeśli przyszedłeś
tylko po herbatę i po prostu chcesz być miły.

Dwie starsze białe przy jednym stoliku razem z wysportowanym murzynem. Zakłopotane powitaniem,
jakby zbyt mocno chciały udawać, że jakby nigdy nic jedzą, że nie domyślają się domysłów innych
konsumentów na temat, który wynika z takiej konfiguracji.

A jednak murzyn je zdradzał, muskularny i skupiony na swoim posiłku, jak tenisista odmierzający łyki
napoju na jednostkę czasu. Ciągnięcie sportowego tropu było zresztą na miejscu z kilku powodów i
nie chodziło jedynie o odzież wierzchnią, ale o to skupienie.

Skupienie boksera przed walką i ciężarowca przed podniesieniem sztangi. Skupienie figurowego
łyżwiarza przed konkursem sportowych par, kiedy milczy przed wszystkimi poczwórnymi i potrójnymi.
Takie skupienie każde jedzenie zamienia w odżywianie, a każdego stojącego w pobliżu, brzuchatego
mężczyznę w dresie w trenera, choć możliwy jest również trop konia sportowego.

Oczywiste zmierzanie, które tutaj się dzieje jest czytelne od samego początku, dlatego właśnie robię
minę do moich towarzyszy posiłku i mówię bez ogródek "wydaje mi się, że te dwie właśnie sobie
przygadały żigolaka na noc". "Dupcyngiera" - odpowiadają lokalną specjalnością podniebienia.

Nie mogłem przestać ich obserwować, zauważając różne fazy fal nieuczesanych, przebiegających jak
niewidoczne szarfy pomiędzy trojgiem w rogu, udających, że od niechcenia jedzą podniebną kolację,
że delektują się odgłosami ulicy, które światłami samochodów, owijają się im wokół naczyń.

A jednak pewna nerwowość. Roześmiana w "ale jaja" twarz grubszej, przez którą od czasu do czasu
przebiega tik zakłopotania, duszonych w zarodku wyrzutów, wątpliwostek, zimnych potów, znienacka
się uśmiecha do skupionego na jedzeniu murzyna, jakby była kaowcem tej małej, szybkiej wycieczki.

Wszystko przez znany finał. Ta potrzeba znalezienia się obok, nie robienia sobie nic, udawania, że
nic... Luz drga pomiędzy nimi niepewny, jak pajęczyna na wietrze, którą manewrują jak żaglem,
mówiąc sobie w myślach, że to przecież surfing - taki sport.

Sportowiec natomiast skupiony jakby trzymał mokre mydło i bał się mocniej uchwycić w strachu, że się
wypsnie, że jeden nadmierny ruch i żagiel wypadnie z rąk, a wiatr przestanie wiać i finał nie uzasadni
posiłku - stąd medytacja jedzenia, stąd ta nadmierna świadomość, obawa własnych gestów.

A jak będzie za mało? Jak nie zapewni im tego, że jakoś samo tak wyszło? Że słońce, plaża i ciepło,
że dyskoteka i pląsy, że krew zabuzowała, że wszystkich trochę poniosło. Przecież to on ma zapewnić
swobodną jednorazowość i ukryć zdenerwowanie, bo ma być przecież luz, a "oni już tacy są".

Dlatego pijesz herbatę, pozwalasz myślom płynąć, okalać łagodną rzeczką sportowca na ostrzu
brzytwy, którą obliże dla wprawy, bardzo czerwonym językiem.




Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.