Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Wywczas (W)
!montagproject | proza / obyczajowa

Wywczas


Nad morzem byłem odpocząć, pod koniec sezonu, co nieuchronnie wiązało się ze smutkiem. Osobom starszym łatwo przychodziły do głowy myśli o przemijaniu, w restauracjach ze stopniowo unieważnianym menu, w takt zamykanych i wywożonych na zalane deszczem podwórka, budek. Tam przez resztę roku będą zawierać zimne, zatęchłe powietrza oraz wycieczki mrówek do zapomnianej na podłodze, przewróconej butelki z rozwodnionym keczupem z Makro. Będą służyć zerwanym z łańcucha psom do oznaczania terytorium, a dzieciom właścicieli i najemców jako źródło wspomnień o dzieciństwie z biznesem taty na podwórzu. Dziewczynkom będzie wolno się w nich bawić w dom (co może pokrzyżować plany mrówkom), zaś chłopcy nie będą mogli, bo zostali tam przed wakacjami przyłapani na oglądaniu gołej baby, paleniu, wąchaniu kleju i spożyciu taniego wina (z gołą babą na etykietce) Wenus.

Myślami na tych podwórkach odprowadzałem sezon poza miejscowość wypoczynkową, oglądałem swoje przyszłe wspomnienia patrząc w morze, w którym ze względu na temperaturę, nie chciałem się kąpać. Nie chciałem słuchać opowieści prawie sędziwej pani prokurator z Krakowa, o tym jak cudownie szło jej się plażą. Dziesięć kilometrów do sąsiedniej miejscowości. Była najwyraźniej w nastroju do odkrywania prostych przyjemności, choć wydawało mi się, że zależy jej bardziej na gromadzeniu materiału na opowieści o prostych, prawdziwych doświadczeniach w gronie swoich drogich koleżanek, na dystyngowanym babińcu, do Martini i opowieści o drogich garnkach dla zdrowia.

Wtedy to powie. Zda relację z wycieczki. W skoncentrowane zdania o parametrach wrzuci przestrzeń o nogach bosych, brodzących w chłodnym, wilgotnym piasku i o muszelce, i o kamyczku.

Przyjechała tu coś ćwiczyć, oczyścić somę. Wspominała o tym jak tu jest, że jest miasteczko, potem nic - pustka, (wiatr, morze), potem miasteczko, jakby takie samo i też ludzie, pewnie mili, jakby zawsze mieli tacy zostać i nawet umrzeć z dobrym, łagodnym uśmiechem na ustach, jakby przed samą śmiercią wypili jogurt probiotyczny.

- Gratuluję Pani reinkarnacji.

Była tu już za długo, powiedziałem, że muszę iść prostopadle do jej kierunku i tak wyszedłem by obok pomalowanego w muchomory barakowozu ze strzelnicą zobaczyć plakat "Dziwki i złodzieje - przedstawienie na plaży. Dziś o 22:00. Wstęp wolny.".

Poszedłem, zjadłem rybę z menu, która jeszcze była aktualna, wypiłem piwo, poszedłem, nabrałem w nos zapachu ścian domku i czasowo mojej pościeli w maki i drzemałem, śniąc o jakichś żołnierzach ginących na wzgórzu. Wstałem, poszedłem, zjadłem rybę, która jeszcze była aktualna i wypiłem piwo. Zrobiło się przed dziesiątą. Wstałem, poszedłem nad morze, na kurwy i złodziei (trochę mocniej niż na plakacie, pewnie przez to piwo).


Nad morzem było ciemno. Jacyś młodzi ludzie rozpalali ognisko. Podszedłem bliżej. Chłopak z lokami na głowie używał do rozpalania długich białych świeczek. Racjonalizator – myślała o nim pewnie dziewczyna w dredach i wielu bezsensownych warstwach pseudoindiańskich szmat (wegetarianka?). Powstrzymałem się przed pytaniem wprost, czy to oni są tymi z plakatu. Poszedłem się oprzeć o pień, gdzie od razu zrobiło mi się zimno i odbiło piwem.

Chłopak zaczął wbijać zapalone świeczki w piasek, w odstępach. Od czasu do czasu fikał gwiazdy bo ludzie zaczęli się już schodzić. Kiedy przestali się schodzić, ci dwoje uznali, że się zeszli. Pokazali gestem na ognisko, przy którym pojawił się Chrystus i jakiś rumiany od ognia brunet, pewnie szatan, na co wskazywała czarna, skórzana kurtko-marynarka. Chrystusowi było zimno i cierpiał. Szatan gdzieś dzwonił, a wegetarianka troskliwie wpatrywała się w ogień. Blondyn (anioł?) dalej fikał gwiazdy i w czytankowym znaczeniu dokazywał.

Ludzie gapili się razem ze mną. Poproszono nas bliżej środka, żebyśmy przekroczyli świece i podeszli do ognia.

Przedstawienie. Chrystus grał Chrystusa, szatan grał jakiegoś skurwysyna; w pewnym momencie pchnął nawet Chrystusa na piach. Ten z lokami i wegetarianka najpierw starali się niewinnie zamarkować rozpustę i zepsucie, zaraz potem lubili szatana, potem było im żal Chrystusa, potem polubili go i zrozumieli, że ich życie było złe.

Kiedy Szatan został pokonany (jakoś tak się załamał, że go już nie lubią chyba… Nie pamiętam), zaczęli nas wciągać do wspólnej zabawy, że "złapmy się za ręce" i w ten deseń. Chrystus od razu podziękował za udział i przeprosił za nazwę przedstawienia, że tak naprawdę to zrobił taką zmyłę bo chciał nam powiedzieć coś ważnego.

- Jeszcze pięć lat temu byłem narkomanem, ćpałem heroinę - zaczął innym głosem - ale Bóg odnalazł mnie pewnej letniej nocy, dokładnie trzy lata temu. Byłem na zjeździe, nie wiedziałem dokąd idę i ocknąłem się na kolanach przed kościołem. Coś mi powiedziało, że muszę tam wejść, że ktoś tam czeka na mnie…

Opowiadał z przejęciem, a potem zachęcił byśmy razem usiedli wokół ognia i opowiedzieli mu (był już wtedy tylko Pawłem) o tym jak znaleźliśmy lub szukamy Boga w naszym życiu. Chciał żebyśmy śpiewali z nim o jakiejś łódce, wyciągnął nawet gitarę z ciemności. Odbiło mi się rybą, przypomniałem sobie o zimnie i zrobieniu mnie w konia (Kurwy? Gdzie kurwy? Jezu, a gdzie mój portfel? Uff... nie wziąłem go ze sobą, tylko już wydane pieniądze na jedzenie.) Zacząłem iść w stronę maków, wtedy anioł zaproponował mi, że mnie odprowadzi.

- Do niczego się nie zapiszę, nie mam nawet ołówka.
- Nie szkodzi, ja i tak idę w tamtą stronę (skąd wiedział o mojej pościeli?)

Opowiadał, że jeżdżą po kraju i głoszą odnowę w Chrystusie. Zapytałem czy wszędzie wabią ludzi kurwami i złodziejami, odpowiedział, że to pomysł Pawła ("On zawsze coś fajnego wymyśli"). Chyba jednak poczuł, że to trochę nie fair, i że naciągane, więc szybko zmienił temat i opowiedział, że wczoraj Chrystus pomógł mu na ból zęba. Wystarczyło się odpowiednio pomodlić, zrobił to kolega, który jednocześnie przykładał mu dłoń do policzka.

- Szkoda, że nie koleżanka
- Dlaczego?
- Jak to dlaczego?

Rozeszliśmy się życząc sobie powodzenia na drodze.

W nocy śniłem o żołnierzach.



Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.