Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
zimioki
!janurz | proza / poetycka


Przynajmniej nie będzie stonki, mówi śfagier patrząc na ziemniaki. Olłejs luk on de brajt sajd of susza, no nie? Łysina świeci jakby Ordon ze swojej reduty walił do naszego kartofliska. Patrzę na łysiny i widzę łysiny, a powinienem widzieć głód. A teraz pan poeta użyje trendy chwytu. Teraz w utworze nastąpi moment, w którym teraźniejszości przeciwstawiamy przeszłość i przeszłość jest sprajtem a teraźniejszość Andrzejem Gołotą. Więc uwaga. Był głód. Z każdego placka gołej, spieczonej ziemi wyzierała śmierć i choroba. Horror vacui, wersja rustykalna. Teraz w razie czego jest sapermarkiet, 15 minut normalnej jazdy i ruski kwadrans stania w korkach i mamy ziemniaczane bachanalia. Ziemniaki hiszpańskie, rumuńskie, młode, stare, w ciapki, kropki, paski i w panterkę. Więc spoksik, spokisk, łysina to po prostu mniej plewienia, mniej roboty przy wykopkach, problemy dla stonki.
Nie zrozumiem świata, który rozpada się za miedzą, u sąsiada, który mimo siedmiu krzyżyków na karku z morderczym uporem dłubie w tej ziemi, co najmniej jakby szukał bursztynowej komnaty albo carskich rubli. Nie zrozumiem, chociaż w zasadzie wiem, o co chodzi. Serce krwawi, gdy ziemia leży odłogiem, sratatata. Tak należy to tłumaczyć magistrantkom polonistyki, gdy przyjeżdżają na badania, efekt natychmiastowy, satysfakcja gwarantowana. Ale jest coś głębiej, jest prawdziwy głód, do którego można próbować się w tej ziemi dokopać, wystarczy dotrzeć do tych warstw, które suche i martwe mogły zabić. Smak waszych ust, hiszpańskie ziemniaki, jest nierealny.
A ja się dokopię co najwyżej do robali. Ziemia, która mnie nie może zabić, nigdy nie będzie tak naprawdę moja. Ale tych gówniarzy z dzikowieckiego gimbusa też nie. Oni jeszcze o tym nie wiedzą, ale pojadą po złoto gór czarnych, za siódmą górę, siódmą galerię, a gdy wrócą, ziemia ich wypluje. Nie jesteście zimni, ani gorący. Jesteście letni jak hity radia eska. Tak powie.
Sąsiad umrze, zostaniemy sami na ziemi niczyjej. Jak to na ziemi niczyjej, będą gorączkowe próby uchwycenia przyczółka do dalszych ataków. Ale nie będzie przyczółków. Będziemy tylko my, śmieszni turyści bez przewodnika na skorupie zrytej lejami.


Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.