Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
274
!KarolNienartowicz | fotografia / panorama





12.08.2009

Okolice Vf. Serbota (2331m) Vf. Negoiu (2535m). Munţii Făgăraşului, Rumunia.
Najtrudniejszy dzień w Fogaraszach. Pozwoliłem sobie przytoczyć fragmenty notatek, które czyniłem na bierząco, każdego dnia. Jak komuś chce się czytać, to polecam.

"12.08.2009
Dzień trzeci wyprawy był najtrudniejszym ze wszystkich. Od rana mocno lało więc wyszliśmy w trasę dopiero o 10.40. Była mgła i mokro więc zrezygnowaliśmy ze zdobywania Negoiu - określanego w niektórych źródłach najtrudniejszym turystycznym szczytem tej części Europy - i zeszliśmy w dół do schroniska Cabana Negoiu. (...)

Podejście do góry w kierunku przełęczy Strunga Ciobanului (2307m) wypruwa z nas ostatnie siły. Po prawie 2 godzinach marszu stromizną podchodzimy pod wąską, stromą przełęcz. Krajobraz poszarpanych wśród mgły ścian robi przerażające wrażenie. Podejście na przełęcz daje się nam mocno we znaki. Plecaki ciągną w dół silniej niż się można było spodziewać. Ubezpieczenia są, ale rzadko i źle rozmieszczone. W wąskiej szczelinie łatwo się zaklinować. Zdarza mi sie to kilkukrotnie. Używam całej siły podciągając się na samych rękach po łańcuchu. Sama przełęcz jest bardzo wąska, mieści się tam tylko jedna osoba. Mgła dodatkowo potęguje wrażenie grozy i niedostępności. Większy problem mamy z zejściem. Skały, których łapiemy zostają nam w dłoniach, a stopnie pod nogami osuwają się wraz ziemią w dół. W końcu udaje się nam zejść, trochę tylko się ślizgając. Stwierdzam, że to najtrudniejsza droga jaką szedłem w życiu - przekraczająca znacznie trudności jakie napotykałem na tatrzańskiej Orlej Perci czy Czerwonej Ławce. Dalszy marsz też jest trudny. Ramiona z bólu aż pieką od dźwiganego plecaka. Chwilowo przestajemy być głodni (adrenalina!), choć nie jedliśmy od 9.30, a jest prawie 18. Szlak prowadzi dalej głazowiskiem, na które składają się ogromne bloki skalne różnych wielkości: od rozmiarów telewizora po domek jednorodzinny. Skała jest mokra i śliska od deszczu i mgły, mamy problemy z orientacją. Często błędnie obieram drogę, muszę zawracać i szukać łatwiejszych przejść. Jesteśmy już bardzo zmęczeni, a droga wśród skał nie ma końca. Dopiero ok 19 udaje nam się dotrzeć na główną grań Fogaraszy. Wśród głazów, gęstej mgły i bardzo silnego wiatru docieramy do jeziorka Caltun przy którym stoi schron. Podobno jest w nim jeszcze dużo miejsca, ale ale my (jako, że nie przepadamy za tłumem) rozbijamy namiot nieopodal brzegu stawu. Pięć minut po naszym wejściu do namiotu góry nawiedza potężna ulewa. Słyszymy jak grupa ludzi w popłochu rozbija swój namiot niedaleko nas. Lecz zanim go rozłożą są już całkowicie przemoczeni. Cieszymy się z własnego szczęścia. W tym czasie urządzamy także prawdziwą ucztę. Zjadamy kanapki, zupki, czekoladę i dżem. Całość poprawiamy jeszcze malinową herbatą. W targanym deszczem i wiatrem namiocie, z nadzieja na lepszą pogodę następnego dnia, rozkładamy się do spania. Odpuszczamy całkowicie zdobywanie Negoiu na inny raz - oby przy lepszej pogodzie."



Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.