W nocy
!montagproject | proza / obyczajowa
W nocy
Dziś mój kolega przeleciał premiera. Zaczęło się, jak wszystko, na wielkim osiedlu, gdzie każdy z nas kogoś szukał, nie mogąc nigdzie trafić. Premier zadowolony, że niby samiec zawsze musi się namachać, a samica nie musi robić nic, jak teraz premier. Wychodzi jej z tego lepszy bilans energetyczny.
A mnie się nie udało, choć pisałem listy i robiłem z nich latawce, rzucane na wiatr do Ukochanej. Z ostatnią zapałką w pudełku, wylądowałem w budynku z nieczynnym neonem obok jakiejś grubej dziewczyny, wieloryba wielonasiennego, która miała wiatry, bo była już zmęczona.
W oknie tęskniłem do świata za oknem, który jako blokowisko, zastępował góry i fale, po których mogliby śmigać mistrzowie życiowego surfu, muskularni, opaleni i na gładkich jak upuszczone mydło deskach.
Między blokami jak wynoszone przez mrówki rakiety strzelały w niebo różowe pończochy premiera i łysawa głowa kolegi wyrosła mi pod oknem, spocona i zawzięta, przygryzająca sobie wargę. - Pończochy różowe se ubrał, kurwa jego mać, i ja go mam teraz bzykać przez całą noc- a bo to mi staje?
- Piotrusiu - mówię, bo nazywał się Piotr - musisz się postarać, to w końcu premier, przymilnie teraz odbity milusią twarzą we wszystkich wymienionych w tym sezonie oknach. Premier z ciepłej ramki, czterokomorowy profil - uważasz- niebywała okazja, uśmiechnięta leniwie, biorąca od Ciebie tę przyjemność. Pewnie ci suto wynagrodzi.
- Misiu - mówi do mnie wieloryb, oddechem pocąc mi szyję i nagie ramię, cała już ociekam dreszczami, czy Twój trener musi przy tym być? - To nie jest mój trener - trochę mnie to speszyło - ten numer z trenerem to taki żart z The New Yorkera, panimajesz? Przedrukowany w Przekroju za czasów Daniela Mroza
- Wiesz co stary, ja spadam, bo inaczej nogi premiera powalą wszystkie bloki, szukając mnie stopami - widzisz - on się chce stopami ocierać o moje uda, myśli, że to takie sexy , jak się przeciąga, jak się drapie i całuje mnie w łysinkę i mówi, a teraz moją pocałuj słodziaku". Słodziaku, kurwa! Ja się zastrzelę!
I znika mi w żabiej perspektywie, którą mam przygnieciony do podłogi przez wieloryba. Policzkiem odczuwam szparę między deskami, wdycham kurz i oddechy pająków, które wchodzą mi w kąciki oczu, chcąc się winkrustować, ściągając mi całą twarz w uśmiech starca, który nakłada kalesony i ciężko dyszy, zawija mnie w siebie jak w stary wilgotny dywan. - A nie mówiłam? - krzyczy gruba - a nie mówiłam? Oni wszyscy są tacy sami.
|
|