Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Wrony na krach
!montagproject | proza / poetycka

Wrony na krach

Słychać pękanie ścian. Nikt tutaj nie ma domu. Sam widzisz jak brudny śnieg odpływa i zabiera,
cokolwiek było nasze, przywiązane. Nawet buty masz przemoknięte, więc może zrzuć je z siebie,
stań boso, zmierz się sam.

Kiedyś zapomnieliśmy, że wobec całej tej bieli nasza wspólna rzeka stała się czarna, podziemna,
płynąca po kryjomu. Bezkarnie przyjmowała nasze małe sprawy, nasz brud, który spływał ze
spoconych rąk, do środka. Każdy miał przecież u siebie jasną łazieneczkę, emaliowaną wannę, a w
niej wlew-wylew, gdzie wolał nie patrzeć. Ciemny jak rzeka, która teraz wypływa spod powierzchni.
Rozrywa tkankę łączną na kry.

I to one, wszystkim teraz zarządzają. Patrząc na nas z ukosa. Wrony na krach. Spokojnie pilotują
każdy wielki kawał do Morza Czarnego jak smoła. Damy kier, damy kier przyjacielu - przegrywasz.
Zrzuć przemoknięte ubranie, ten kruczoczarny garnitur (nie ma gdzie pozbyć się teczki, powtarzam,
nie ma jak pozbyć się teczki). Stań w białej koszuli, niewinnej i przejdź duchową przemianę. Już nic
nie uratujesz, powtarzam.

Stopy stronią od zimna - nie chcesz się przeziębić. Pozostaw swoje troski, nie bój się razem z nami
roztopić, zachorować. Matka ma swoje sposoby. Zaraz się o tym dowiesz, tylko zgasną na mokro
twoje małe marzanny. Popatrz jak między krami buzuje czarna woda, a w niej miriady blankietów -
białych, rozmoczonych. To wyprane pieniądze , już nic na nich nie ma. Wszystkie twe podobizny już
nie są dziś warte. Stań boso w samej koszuli, rozłóż szeroko ramiona - i co cię teraz przenika?

A więc uważaj, uważaj. Wiesz o szczepieniu drzew? Raczej nie, nie sądzę, robiłeś z nich banknoty.
Nieświadomie, niechcący, organizacyjnie. A my będziemy drzewami. To nowy biznes model.
Zaszczepią nas kruki i wrony. Stój prosto, rozłóż ramiona. Już sprawnie cię dosiadają i topią w twoich
mięśniach czarne błyszczące dzioby. Ból, ale potem gorąco, bo w końcu w białej koszuli spływa po
tobie czerwień. Dama kier, dama kier.

Nie było trzeba się martwić, przynajmniej nie zawczasu. Szum w uszach, pulsowanie, tętnice rwą się
do życia, słychać pękanie ścianek (nikt tutaj nie ma domu), lecz oczy zamkną się same. Jak na
miękkich opuszkach, poduszkach w małe bazie, gdzie zdążysz wyśnić wiosnę.

Tę w którą zawsze chciałeś wbiec.





Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.