Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Rimini
!montagproject | proza / beletrystyka

Rimini

Zawsze jeździły do Włoch i chodziły we włoskich butach i włoskich rajstopach, choć jak mówiła jedna z nich (nie pamiętam która) mają też takie, których w Polsce nie zakładają, ze względu na to, żeby nie zostać dziwką w przekonaniu kogoś tam. Wiadomo wiocha.

Myślałem o tych jej specjalnych rajstopach czekających na wyjazd do Rimini na dnie specjalnej szuflady, pełnej specjalnych rzeczy, dla Włochów. Jeździły tam rozrywkowo i wzbudzały pewien rodzaj mojego szacunku za ów brak ogródek, wręcz pewną międzywierszową, puszczaną okiem chełpliwość, kiedy mówiły, że muszą zestroić okresy, żeby nie mieć kiedy będą na miejscu, bo przecież tam nie jest się po to by mieć okres. Akcje spadają, Problematyka.

Potem zawsze opowieści o przygodach w południowych pociągach. Zawsze ktoś zachowywał się nieodpowiednio, a towarzyszący Włosi milczeli. Domyślałem się, że ich towarzysze słońca musieli być małomówni i mieć szybkie dłonie, może jak z westernów spaghetti. Był nawet raz jakiś Japończyk co jadł jakieś rybne gówno w kolorowych papierkach, jakby to były cukierki. Włoch wkurwiony milczał, cały ponoć w gestykulacjach. Ach. Och. Tego.

Kiedy nadchodził sezon czuło się tą czającą się gęsią skórką na ramionach ekscytację. Pieniądze na strzyżenie i farbowanie, depilację, manicure i ten drugi. Łatwo było wyobrażać je sobie w wannach jak celebrują swoją pielęgnację, wśród mydlanych baniek, kolorów w płynie wypełniających kształtne butelki. Wpieszczające odżywkę we włosy na marzących o plażach głowach, zasłanianych powiekami oczach, w mydlanym przedsmaku włoskiego orgazmu.

Wyobrażałem sobie potem ich smugi autokarów, szyba w okularach przeciwsłonecznych, metr wiatru we włosach, kanapka, postój na parkingu, przed którym można spokojnie napisać „jakimś”. Ciepły napój z puszki i zmęczenie z pewną obawą, że zaszkodzi piękności jak złość. I dojazd na miejsce, koniecznie w nocy na jakiś zakurzony dworcoparking. Nieoświetlony, za to z jasnymi, połyskującymi punktami zębów, łańcuchów na szyjach i rękach, sprzączek od pasów i nerwowych tików wszystkich tych Piero, Mario, Marco, którzy tam czekali w wypielęgnowanych, dobrze spiłowanych paznokciach.

Plecami do siebie, taksują towar, ktoś wargami przesuwa wykałaczkę w prawy ośliniony kącik. Kobiety dygają, uśmiechają się przygładzają włosy, a oni chodzą wokół, a ich stopom w wyglansowanych butach brakuje u kobiet opon. Nie mogą w nie kopać więc cmokają kącikami ust, w których nie ma patyczków i patrzą spode łba na kolana. W końcu oglądają śmielej, wsuwają dłonie między uda a nosy we włosy, łapią za piersi, naciskając miarowo. Aż w końcu znajdują odpowiedni gest (wielokropek)

Jędrne kontakty przeradzają się w przyjaźń. Podanie ręki. Wzięcie bagażu do włoskiego samochodu i światła małego miasta przesuwające się po wspólnej przedniej szybie. Stary przebój Ricchi e Poveri. I już oboje wypełniają hotele, szklanki z parasolkami, wysypują się na plażę i szeleszczą w pościeli nocnymi namiętnościami, którym skrzypią łóżka. Na koniec kosz z suchym trzaskiem zamyka w sobie bezpieczny seks. I Rimini śpi częściowo, bo niektórzy obejmują się po zaułkach, godząc się po tym jak niechcący pokłócili się w dyskotece o spojrzenia. Dziewczyna już nie płacze. Włoch oddycha z ulgą z językiem w jej ustach.

Gdzieś tam wyobrażałem sobie uśmiechy i śmiechy dziewczyn, makarony wśród winnic i przy lampkach win. Zanim to wszystko się nie skończy, nie pożegna, nie wyjedzie autobusami z mokrym ręcznikiem w walizce. Włosi zgasną tylnymi drzwiami. Pójdą mieszkać do bloków, założą kombinezony i zaczną opiekować się chorymi, grubymi matkami (no chyba, że będzie mecz).



Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.