ederlezi
!janurz | poezja / wiersz wolny
pełne zanurzenie, macam światłami drogę przed sobą.
dziesięc metrów czarnego konturu, potem kurtyna,
za zasłoną nowa, może lepsza ciemność. edelezi,
głos, skrzypce, lira korbowa. ale coś jeszcze
jest w tej kabinie ze mną. za dużo drogi mam do przemyślenia.
a mojego imienia ile razy ktoś wzywał nadaremno?
i teraz nie ma mnie w tylu ważnych miejscach,
że o moim byciu świadczy tylko gęsia skórka na myśl,
że za chwilę może byc inaczej. coś jest w tej ciemności,
czego nie zobaczę. a ty powiedz, z jaką gadasz pustką?
w ludzką czy nieludzką litanię układa się każde wyjęczane
przez sen zdanie? trzecią część gwiazd zmiata z nieba łuna
nad Jasłem. wieniec z gwiazd dwunastu twardo siedzi
na ciężkiej głowie księżyca. jest coś, czego nie wypowiem,
czego nie przemycę w języku wykrojonym z wielkiej niepweności.
w oboętną twarz układają się garby Pogórza. widzę siebie,
jak za kilkanaście godzin się wynurzam i zdejmuję czapkę
przed cherlawym słońcem. cokolwiek by się działo,
odpowiedź na palące jeszcze słabo o tej porze pytanie
zostanie zawieszona między zieloną deska a ołowianym wiekiem.
teraz daleki kadr. pytajnik z dymu, pod nim kropka, skulony człowieczek.
|
|