Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
pan człowiek był chory
!grzegorz8smy | proza / poetycka

Pan Człowiek był chory i leżał w łóżeczku. I przyszedł Pan Doktor, rzekł - umrzesz człowieczku. - Wszyscy umrzemy - odparł Pan Człowiek i zapalił papierosa przytykając go do rozpalonej gorączką głowy. - Gdy zapalasz papierosa, to się śmierci ostrzy kosa - słowa lekarza utkwiły w komiksowym kłębie dymu i brzękiem opadły na podłogę układając się w napis "minister zdrowia ostżega". Pan Doktor poprawił czubkiem buta błąd ortograficzny w słowie "ostrzega", podłączył stetoskop do ipoda, zagwizdał kilka taktów "Symfonii katatonicznej" i przesłuchał stado świstaków, które uwiło sobie gniazdo w panczłowieczych oskrzelach. Świstaki rozpierzchły się ze świstem a Pan Doktor poślinił palec, uniósł go ku górze i z miną węgierskiego wilka morskiego oświadczył - Cierpi pan.. - Pan Człowiek mu przerwał - Nie cierpię. - Krupniku? - zapytał zaintrygowany Pan Doktor. - Nienawidzę - odparł Pan Człowiek. Pan Doktor diabolicznie przewrócił oczami stojącą na parapecie doniczkę z chylącym się ku upadkowi fikusem i zawyrokował - Nienawidzę chorych ludzi, zawsze na coś narzekają. Nic panu nie jest, est pan zdrów, jak delfin. - Delfin to ssak - przytomnie zauważył Pan Człowiek - Nie ufam panu. - Zasada ograniczonego zaufania to kwas zżerający karoserie samochodów pędzących po autostradzie międzyludzkich stosunków. Ma pan rację, przezorny zawsze ubezwłasnowolniony, - po czym Pan Doktor wyciągnął wietrzne pióro i zamaszystym gestem zostawił swój autograf na blankiecie recepty. Pan Człowiek wstał z łóżka, włożył receptę w ramki i powiesił na ścianie obok rozłożystego poroża, pamiątki z czasów, gdy Pani Kobieta zdradzała go z Panem Myśliwym.

- Trafna diagnoza - stwierdził Pan Człowiek i wręczył medykowi naręcze perkalu. Paciorków odmówił. Być może ze trzy. Po namyśle dorzucił lusterko. Uścisnął dłoń Pana Doktora i krygując się w pierwszeństwie przejścia przez drzwi odprowadził go do przedpokoju. Wkładając płaszcz w ciasnym korytarzu, Pan Doktor zrzucił wiszący na ścianie kalendarz oponiarskiej firmy z niewiadomych przyczyn reklamującej niedostatki wdzianek na niedożywionych modelkach. Pan Człowiek niezdarnie próbując złapać spadający przedmiot zafasował lekarzowi sójkę w grdykę. Sójka bez namysłu wybrała się nad morze, Pan Doktor kopnął w leżący na podłodze kalendarz, a Pan Człowiek zafrasował się nad kruchością człowieczego żywota i pospiesznie a platonicznie pokochał Pana Doktora. - Tak szybko odchodził - pomyślał i zawinął doczesną powłokę wątpliwego autorytetu medycznego w dywan, zabrał rakietę tenisową i tak objuczony, podśpiewując przeboje Elvisa opuścił budynek.

Po pół godzinie poszukiwań odnalazł wreszcie niekwitnący jeszcze o tej porze roku trzepak i serią sprawnych bekhendów eksmitował z dywanu średniozaawansowaną cywilizację roztoczy, Pana Doktora i jakąś bandę tumanów. Po czterech setach i wygranej w taj breku dywan rzucił ręcznik na ring i zniknął wśród nielicznie zgromadzonej widowni. Pomimo laurów zwycięzcy, nimbu bohatera i kilku propozycji zagranicznych kontraktów Pan Człowiek jeszcze długo wracał do siebie.


Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.