w obronie własnej
!janurz | poezja / wiersz wolny
Wieś się rozjazgotała i rozdzwoniła
łańcuchami nad ranem. Coś szło od lasu.
Głód przygnał sarny na zimowy wypas
albo lis przywlókł ze sobą piękny ogon
i zimny obolały brzuch.Szczeniak stał napięty,
z pyskiem wyciągniętym w stronę
czarnej krechy lasu i wyszczekiwał strach,
który miał brzmieć jak groźba.
Też czasem opowiadam czarne kawały
albo tłumaczę babom z księgowości
że nie ma co zawracać mi głowy zusem
bo przy odrobinie szczęścia
tzw. emerytury nie dożyję.
Ale to ściema. Jest milion kanałów
pompujących strzały i trupy,
elektroniczna krew, są plastikowe granaty
i noże pasujące do pięcioletnich piąstek,
są studenciaki udające esesmanów i powstanców
i są miejsca, gdzie rodzą się jętki żyjące
do pierwszego wirusa, ostatniej kropli wody.
I jest mój szczek, za grubą, czarną krechą.
|
|