Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Styczeń
!montagproject | proza / poetycka

Styczeń

Zakopane pod niegdysiejszymi śniegami plany uroczystych powitań, potrzebne, by
nie wchodzić dwa razy do tej samej, skutej lodem rzeki, która nie zdążyła uciec przed
zimą, zdają się pozostawiać ślady na nietrwałych chmurach, z których niektórzy lepią
potem małe śnieżki i rzucają przed siebie, w przyszłość.

Tutaj zaś śniegi teraźniejsze dzieją się nietrwale w różnych kierunkach map,
zmieniają trasy, mylą, udają bieliznę pościelową i gładzie. I ruch dłoni obejmujących
gesty w taktach stalowych ramion parowej lokomotywy, tej od ciepłych, pełnych
pełnych herbaty filiżanek poczekalni, nasyconych żółtym światłem.

To poza nimi działy się podświadomie niedoświetlone spacery, w niewidocznej części
miasta, gdzie (gdyby nie śnieg), można by użyć słowa "bezszelestnie". Tak się
powitali - ruchem dłoni, ale jednocześnie dużo bardziej w myślach, choć może to było
pożegnanie?

W ciszy usłanej z kierunków śniegu i głosów, do której zaproszenie stwarzane jest
spotkaniem, okazją, wymianą przedmiotów subtelnymi ruchami dłoni. Kierunki
rozwijają się jak szale na szalonym wietrze przywiązanym do szyi, tak jak można się
przywiązać do sezonowych zapachów i smaku lodów.

Czasem jest po prostu śnieg, a wszystko poza nim wydaje się równie niedorzeczne
jak filiżanka herbaty w chińskiej porcelanie, podana wielką łapą Yeti, ruchem igły
opadającej na płytę (retro), żeby ożywić wspomnienie głosów - uwierzyć w brak pary.

Wewnątrz wnętrz jest ciepło, jak pod powiekami, jak w chwilowym powietrzu
wypuszczanym tam ustami odsłoniętymi ciepłą dłonią odkładającą filiżankę,
mieszczącą w sobie rzekę przyszłych wspomnień.

To z niej jest śnieg. Ten i tamten, tam.


Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.