Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Marzec
!montagproject | proza / poetycka

[Marzec]


- Zieleń, nieprawdaż?

Syta i pękata w trawie, gdzie zegarki cykają na wiosnę zamiast insektów,
opuszczając zimę po angielsku. Tylko sekundy - inne miary metryczne nie do
pomyślenia.

Ale to z tego miejsca wiosna przybiera dobry obrót, zyskuje na pełniach. Nasycając
kłęby par, kraje krajobrazy na blaski, światłocienie odjazdów, podchodząc
sekundnikiem do równej godziny. Popołudnie na południku, a nawet północ.

Jednak przede wszystkim punktualna herbata, do pary na stacjach z żelaza, gdzie
stali klienci miejsc siedzących skrzypią galanterią, rozsiadając się wygodnie w
warstwach aromatów, określają kierunek myślenia o krajobrazach, ocierających się o
podróż zielenią, którą można pogłaskać rzęsami.

Zamiast znów zastawać człowieka o postradanych zmysłach, opowiadającego od stu
dni o siostrach z dna, stajesz przy stole z Nim, siedzącym, zastając podwieczorek na
gorącym, dobrym uczynku. - Przed czasem, ale po drodze – rzekł wtedy - choć, czy
tu i teraz to nie to samo?

Mówił powoli, bez pośpiechu rysując Ci w oczach mapy z taką łatwością, z jaką
iluzjoniści wyciągają z cylindra białego królika, który zna drogę do miejsc, o których
marzenia jeszcze nie istnieją, gdyż właśnie stąd biorą początek, kierunek i
przedsmak wrażeń w chwili zmyślenia.

Obok jego zdań wiosenne dni rozwijały się powoli, wszystkie w liczbie mnogiej,
parami, wokół małych i dużych myśli, wypełniających się pod językiem, w ustach, jak
obietnice degustacji baśni.

Układane w zdania talie kart zamieniały się w karty ksiąg, pełne słów szeptanych w
rytm, z którego nie można się wychylać, nawet na zachwyconym, wypełnionym
pędem powietrza, wdechu.

- Zieleń, nieprawdaż?
- Zawsze jest pora. Od teraz.


Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.