Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
...ganja members
!nygus | fotografia / portrety





więcej :
http://blog.swiatoslaw.com/?p=202

Ładnych parę lat temu spędziłem święto Maha Shivaratri w małym aszramie u podnóża góry Girnar, szczególnego miejsca dla wyznawców Sziwy. Hordy skołtunionych , często nagich i wysmarowanych popiołem miłośników szalonego boga ściągały tu właśnie z całych Indii i wielu z nich wpadało do nas aby odwiedzić naszego gospodarza, tworząc niekończący się, kaszlący krąg palaczy chillum. Hari Giri był tutaj naprawdę u siebie, błyszczał, świecił zębami i białkami roześmianych oczu, bawił się ze swoimi dzieciakami, grzecznie słuchał żony na której głowie spoczywała oczywiście większość praktycznych obowiązków. Hari Giri, rodzinny sadhu, szaleniec, boży szaleniec, wysokoenergetyczne, wesołe wariactwo, dokładne przeciwieństwo poważnej wyważonej depresji zachodniego świata który ulubioną używkę sziwaitów ściga z obsesyjną nienawiścią i strachem. Hari Giri miał swoje ulubione pytanie w koślawym angielskim, nigdy się nie narzucał, ale widać było po uśmiechu że szczerze cieszy się z kolejnego członka klubu, z pozytywnej odpowiedzi na “ganja member, you?”. To pytanie zostało mi w pamięci na lata, ile razy byłem w sytuacjach kiedy można było je zadać, kiedy roślina wiązała nić między kilkoma członkami ludzkiej rodziny. Poniższe zdjęcia dedykowane są wszystkim koneserom ziela jakich spotkałem na swojej drodze, Hari Giriemu, Lancelotowi z Jamajki, staremu rzeźbiarzowi chowającemu się w krzakach ze swymi uczniami i jointem przed wzrokiem angielskiej żony, marokańskim chłopom z gór Rif, hippisom z północnej Portugalii, mistykom wschodu i hedonistom zachodu, niezliczonym twarzom , zagubionym w chmurach zadymionej pamięci. Chwała niech będzie minionym momentom.



Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.