Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Czerwiec (IC)
!montagproject | proza / poetycka

Czerwiec


Klang w dokach montażowych, wykutych w skale hal, tam gdzie zgrzytają klastry
narodzin nowych wagonów o ostrych jak brzytwa blaskach, przed startem wzwyż,
w pasażerskie, przelotne marzenia o dystansach, wylewnych i gwałtownych
powitaniach ust, do tang, do których stale prowadzi równy takt mechanizmów, pod
rękę...

Wszystko to (pod melonikiem) mam na mej starej głowie, głuchej od huku młotów
i przesuwu blach, z których w szczelnych, skoncentrowanych umysłach powstają
rozżarzone początki snów przetapianych w równe podbrzusza składów z iskrami
i blaskiem lamp sodowych zanim przejazdem odbiją nieba i krajobrazy, przez które
będą żeglować. Moje dzieci. Mógłbym liczyć nimi czas, zwłaszcza na starość.

Mimo nieustających zamówień jestem tu opuszczony przez resztę świata. Fabryka
wypełnia szczelnie wszystkie moje zmysły, na zewnątrz których niesłyszalne pory
roku zasnute szpalerami ścian składów, przemykają chyłkiem i mogę je tylko wyczuć
w temperaturze żelaz, stopów i zamocowań. Potrafię potem wiedzieć o jakiej porze
roku zrobiłem jaki pociąg. Podchodzę do nich na peronach, kiedy nikt mnie nie widzi,
w zażywnym panu z laseczką. Dotykam boków dłonią i wiem która pora została
zamknięta w którym wagonie - zostaje tam na zawsze jak pierwsze blade zdjęcia
twarzy na taflach ze szkła.

Pokasłujący fotograf - musiałem nim kiedyś być. Tu nikt mnie nie odwiedza, jest tylko
proces i rytmy w kierunku następnych startów. Oprócz jednego razu, kiedy przyszedł
ten ów. Chciał wszystko dokładnie wiedzieć ( i też miał kapelusz). Zrozumieć cały
cykl, niemalże od spustu surówki do odprężonych oparć głowy dziewczynki
w kucykach o szybę wygrzaną słońcem, świeżutkim, całkiem nowym, gdzieś w trakcie
jazdy nad morze - tutaj też bezszelestne. Z daleka, jak pory roku.

A potem mówiłem o wszystkim bo taki miał dar słuchania. Przyznałem się do
namiętności do małych modeli pociągów, które zbieram od dziecka i wypełniają cały
mój pokój nad halą (o przydymionych szybach), przemykają w starych kredensach
pomiędzy kieliszkami do porto. Wypełniają mi przestrzeń pod żeliwną wanną i nawet
pod łóżkiem. Oplatają balustrady jak pnącza. Kryją się nawet w zimowych butach.
Malutkie pociągi, modele, z których mam cały świat. Nocami układam je w sny
o wielkich zielonych Angliach, scenach na zimnych, niegdysiejszych śniegach
i dżunglach, gdzie przemierzają najdziksze wody wpław.

On wszystko zanotował, lecz nie w sztambuchu - na mapie, a potem w talii kart.
Mówił o korelacjach, misjach i miejscach podróży. Pytał o płynność dostaw,
o wytrzymałość podwozi i o to czy nic nie będzie (w razie nawigowania) zakłócało
urządzeń, których miał pełną walizkę, lecz milczał o nich łagodnie, jakby samym
uśmiechem.

I odszedł. Od wtedy marzę by podróżować jak on, powoli, swobodnie, w zupełnej
zgodzie z drogą, jakby ją stworzył w marzeniach, do których rysuje mapy.


Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.