Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
...
!nygus | fotografia / reportaż





“Nie znam niczego poza miłością, upojeniem i ekstazą”

“Chociaż świat nazywa mnie żebrakiem ponieważ tańczę,
Mam w swym sercu sekret który zmusza mnie do tańca”


Lal Shahbaz był tajemniczą postacią. W trzynastym wieku przywędrował tutaj, na teren dzisiejszego Pakistanu, z Marwand niedaleko Tabrizu w Azerbejdżanie, ale wielu z tutejszych Hindusów z Sindh, którzy przybywają podczas festiwalu do Sehwan aby złożyć hołd świętemu, czczą go jako Radżę Bhartrhari, sziwaickiego ascetę z piątego wieku. W świecie mitu liniowy czas ma małe znaczenie, a znaczenie jest tym co najważniejsze, ukryte pod dekoracją radykalnej i czasem kontrowersyjnej dla ortodoksów formy.

Lal oznacza czerwony, kolor symbolizujący ekstazę, a jego tytuł Shahbaz, Sokół, to jedno z typowych szamańskich zwierząt-symboli lotu, lotu duszy, wyjścia z klatki ku czemuś większemu. W swej ekstatycznej podróży Lal i jego uczniowie odkryli, jak się wydaje, sekret najwyższej wagi, źródło radości która wrze bez ograniczeń, która potrzebuje ekstremalnej formy, zarówno jako narzędzia jak i dowodu, nie tyle w sensie argumentu co świadectwa na zewnątrz tego, co dzieje się wewnątrz. Lal w swojej poezji nazywa się przyjacielem al-Hallaja, sufickiego męczennika którego torturowano i ostatecznie ukrzyżowano, za odmowę wycofania się z głoszonej prawdy, jaka zdaniem mądrzejszych czy też bardziej konserwatywnych mistyków powinna zostać ukryta przed ludźmi którzy nie są gotowi na jej przyjęcie. To jest ta sama prawda za którą zamęczono Jezusa ( co ciekawe, w transowych ceremoniach w Sehwan można spotkać nawet chrześcijan, rozkładających swe ramiona na wzór Chrystusa na krzyżu ), ta sama prawda do której katarzy byli tak przywiązani że woleli umierać w płomienich radośnie śpiewając, niż ugiąć się przed swymi katolickimi prześladowcami.

Formą ekspresji kalandarów, naśladowców Sokoła jest trans zwany dhamal. Wiele możnaby o nim mówić, ale jak wszystkie mistyczne doświadczenia, nie tylko w sufickiej tradycji, wykracza poza słowa, to co jest jego rdzeniem, to coś o czym nie tyle nie mówi się , na przykład z obawy przed konsekwencjami, ale o czym być może po prostu nie da się opowiedzieć. Dlatego derwisze tańczą. Tańczą porzucając swe ego, wyzwalając się z niewoli tego konkretnego momentu w historii, jednocząc ze świętymi którzy żyli dawno temu, ale w innym sensie są stale obecni, a ostatecznie, jednocząc z rzeczywistością jaką nazywają Bogiem, żegnając z resztkami dualizmu. Podróżnicy mistycznej ścieżki, w transie przekraczają próg między światami.

Niektórzy z kalandarów w swym uniesieniu dosłownie kopiuja zachowanie i ruchy al-Hallaja, tańczącego w łańcuchach w boskim zapomnieniu , kiedy prowadzono go na miejsce kaźni, świadectwo radości której nie zdołają zgasić żadni zazdrośni głupcy. To co mogą postrzegać oni jako manię wielkości, w okrzyku al-Hallaja “ja jestem Bogiem”, można zrozumieć jako sytuację którą Terence McKenna określa “kiedy jesteś diabelsko bardziej szczęśliwy niż inni ludzie chcieliby abyś był”.


więcej : http://blog.swiatoslaw.com/?p=3241

dołącz na FB : http://www.facebook.com/swiato.slav



Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.