Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Koniec Sezonu
!montagproject | proza / obyczajowa


(w notatniku po lewej)
Całymi dobami, odkąd przyjechałem, wszystko tu się kończy w imię spokoju (gwarantowanego przez agenta z biura
w ciemnym garniturze) bo jest koniec sezonu i prawdziwy koniec tego miejsca w kształcie jaki znamy.
Tak już odtąd nie będzie, takie sezonowe miejsca są i potem ich nie ma, potem je zwijają, przyczepiają do aut
i rozwożą w cztery strony świata, tak jak na obrazach, tych co pokazują średniowiecznych straceńców
przed momentem konania, przywiązanych do czterech koni za kończyny.
Tak jak i to miejsce, skręcony naprędce sztuczny kwiat na strzelnicy.

(w rozmowie za autobusem PKS (widać tylko dym papierosowy))
Mają wszystko zatapiać. Ktoś ciężarówkami zwozi wodę w kanistrach, skądś z bardzo daleka.
Był tu port lecz podobno już się zajął od wody i zapadł głęboko, gdzie nikt go nie znajdzie, nawet batyskafy.
Z plaży schodzi powietrze. Jest się czym napawać, jest się gdzie czuć smutno. Wszystko z każdą nocą staje się zamkniętą,
martwą, wywiezioną i nieaktualną byłą obecnością. Gdy infekcja wodna powoli pożera asfalt, dzień po dniu go trawiąc,
wytrawiając nocami dziury w drodze znikąd i drodze donikąd i w końcu drodze przez nic.

(nad dwoma parami ubłoconych butów)
- Płyciej woda wypłucze, bo ta woda zdradliwa jest jak jeszcze nigdy. Wszystko przez te przeszczepy z innych mórz,
sargassowych i martwych. Jakieś sztucznie pędzone są wody, jakieś wody zmieniane genetycznie, chemicznie,
jakieś wody ze sztucznymi domieszkami pigmentów, jakieś wody hurtowo hodowlane dla zysku, wody zgodne z normami,
takie wody totalne, co się wszędzie wedrą, więc kop, kop i nie gadaj, bo jak sobie będziemy tak dupę zawracać to nam
z tego gówno, że tak powiem, wyjdzie i będzie że znowu spieprzyliśmy sprawę, a na takie kartki stąd łakomych jest wielu
i na czarnym rynku ceny ciągle rosną za takie to kartki z miejsc, których już nie ma i jak chcemy do końca leżeć
nic nie robiąc, to kop teraz nie gadaj bo nas kto nakryje.

(w ostatniej czynnej smażalni (w chwili zamknięcia))
Jak Ci word nie podkreśla słów, to żaden z Ciebie pisarz i żaden literat i marnujesz człowieku ten kończący się sezon,
nie znajdując słów, które są podkreślane tym czerwonym wężykiem. Żaden z Ciebie pisarz i zaraz pójdziemy z tej zamkniętej
smażalni, bo wąsaty właściciel już czeka by rozwieźć ten interes w cholerę i nie wrócić tu więcej, a najpewniej zaś umrzeć
w strugach deszczu na placu pełnym przyczep na klockach i dziurawych namiotów, bardzo dawno cyrkowych i altanek z dykty.
Tam się właśnie położy na starym podartym plażowym leżaku, całkiem bez obuwia, w wypłowiałym trykocie i tam się chciał
będzie na amen zestarzeć, bo sezon już minął. Ta śmierć pójdzie na marne, a Ty nie dasz rady go uwiecznić na papier.

(za lasem sosnowym)
Ta woda jest tu wożona na przeszczepy, jak w sadach; przywożą ją w kontenerach, kanistrach, pojemnikach blaszanych
i przeciekających czapkach pilotkach. Wlewają w kałuże i z nich dzieje się morze, ono jest właśnie po to
żeby się tu działo, zamiast tej bezsensownej (bez reszty) ulicy, co jest znikąd donikąd, zamiast tych drzew przy niczym,
zamiast całej tej tymczasowości budowlanej, żeby ludzie mieli wspomnienia, piękne wspomnienia na zawsze,
zanim po nich nadejdzie koniec sezonu.

(w marszobiegu za odjeżdżającym na platformie punktem informacji turystycznej)
Jestem pisarzem i chciałbym za pomocą swej prozy oddać choć cień piękna waszej miejscowości,
którą widziałem w tym folderze, który tak mnie zainteresował, że pragnąłem tu przyjechać żeby to zobaczyć.
Miałem nadzieję, że kupię tu pocztówki, żeby mieć ściagę, żeby je zabrać do domu. Dlaczego do cholery zabieracie wszystkie,
których nie zdążyliście sprzedać lub spalić? Po końcu sezonu już się nie należą? Przecież bym wam zapłacił.

(w zapachu białej olejnej farby)
- Pan już stąd sobie pójdzie, bo tu pan nie ma nic do załatwienia i nic pan nie załatwisz panie, ani ze mną,
ani święty boże. Tu już nic nie będzie i wracaj pan autobusem, jutro jedzie ostatni. Najlepiej to idź pan spać
na przystanek, żeby go nie wynieśli za szybko i nie zwieźli za jakie ogrodzenie, co jest nie wiadomo gdzie.
- A nie pamięta pani nikogo kto tu był? Kto kupował lody, kto się śmiał, kto ładnie wyglądał, kto marzył, kto kupował lody
dla niej, kto był opalony, kto rozmawiał, kto się cieszył, ani jakie zamawiał te lody dla niej i z jaką polewą i dokąd
się wybierał i skąd przyszedł, dlaczego spędzał tutaj czas i po co mu to wszystko było?
- A czemu to niby takie ważne? Ja nie odróżniam ludzi już bo i po co? Wszyscy kupują to samo,
może za rok pan pojedziesz też do jakiegoś miejsca i wtedy pan wybierz początek, początek sezonu,
nie koniec, bo koniec jest smutny jak zawsze.
- A pani kim jest?
- Byłam kiedyś piękna miły panie, a teraz jest jak jest, bo jest koniec sezonu, a ja jestem gruba baba
w nieczynnej budce z lodami i pana żegnam na zawsze bo wątpię, że się kiedyś jeszcze zobaczymy.


Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.