Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Twierdze I
!kroolikster | proza / poetycka





(fragmentów część pierwsza)



Prawie każdy musiał to zauważyć. Płaszcze rozpinają się w dur, zapinają zaś w moll.
W jej płaszczu mieszkał Pachelbel. Prosty kanon, bez zagłębień. Trzynaście razy
mijałem ją w tramwaju. Sobota jest okrutna. Nie daje posluchać jej płaszcza.
Wilhelm oszukiwał się w każdą sobotę. Zaczął jeździć tramwajami tej linii, w nadziei.
Tramwaj pełen nadziei - pomyślał. Nie przerażała go banalność tej sentencji, jak
i samej sytuacji. W zasadzie przecież lubił jeżdzić tramwajami. Wilhelm lubił
tramwaje i agrest z cukrem. Tramwaj bez pasażerów. Tylko ona i on. Wilhelm
lubił śnić. Śnił za każdym razem, kiedy należało coś zrobić.

Wilhelma obudziło bicie piorunów. Wspaniała symfonia burzy. Poczuł zapach
wlewający się przez uchylony lufcik. Podniósł się na ramieniu i schwyciwszy
za zasłonę okna, silnym szarpnięciem, odsłonił to urokliwe teatrum betonowego
blokowiska. Dzisiaj obudziła mnie wspaniała burza. Czułem zapach burzy - Wilhelm
konstruował w myślach zdania. Będzie to musiał przecież jakoś zapisać.

Podniósł się i usiadł na krawędzi tapczanu. Nadal grzmiało i błyskało. Oszałamiąca
świeżość wciąż dobywała się z czeluści lufciku. Wstał i skierowawszy się do łazienki
postanowił twardo, że przy okazji opróżniania pęcherza, umyje też zęby. Szkoda,
że to tylko momenty - pomyślał. Chwile, którymi i tak nie miał się z kim dzielić.
Bolesna enigma wrażliwości. Zatrzaskując drzwi łazienki, Wilhelm zabił tę pierwszą
tego roku letnią burzę, którą ktoś również się zachwyca tylko przecznicę od jego
domu. Ta burza umarła bezpowrotnie, tak jak coroczne radosne uniesienie komunii
pierwszej truskawki. Zapach jest za każdym razem ten sam, choć różne bywają
ręce podające jagodę. Oswojona, za każdym razem identyfikowalna radość. Kształt
i kolor truskawki nigdy się nie powtarza.

Wilhelm wziął do ręki szczoteczkę do zębów. Zapragnął, aby następnego ranka
obudzić się u boku tej, która nieświadomie dla samej siebie, zmieni choć jedną
tego dnia chwilę w kłujące klatkę piersiową deja vu. Ten uśmiech lub wygięcie
dłoni podającej podnoszoną z trawy szyszkę. Dziś był zdeterminowany i wiedział;
odnależć tę, przy której ciało przeszyje dreszcz nadziei, że nie trzeba będzie zbyt
wiele wyjaśniać. Długimi krokami skierował się w stronę tramwajowego przystanku.








Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.