Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Twierdze IV
!kroolikster | proza / poetycka


(fragmentów część czwarta)



Płynie techno i drga. Wymemłany postmodernistyczny skurwysyn. Odległość
pomiędzy papierosem a popielniczką zmienia się gwałtownie, z dużą częstotliwością.
Prawie rytmicznie. Zagubienie jutra i te banały, wciąż jednak tak aktualne. Nie martw
się, nikt cię nie posądzi o banalność. Tu się wszyscy wstydzą. Obłąkana samotność.
To ja wymyśliłem tę miłość? Siebie, który kocha, żeby przeżyć. Teraz cierpię. Za te
wymysły. Biedronki i ślimaki daleko. To inny świat. Widzisz mur, który kiedyś
przekroczyłem. Dzisiaj się to nie uda. Wilhelm jest ze mną. On cierpi. To techno,
to dla Wilhelma bagno śmierci. Śmierci mózgu, bez śmierci mózgowej. On umarł,
aczkolwiek nie dlatego, abym ja mógł żyć. On powiedział - wyjdź. Wyjdź z piekła i
uratuj swą duszę. Dusza. Duszno tu. Amen. Kolejny Amen w historii współpracy
umierania z Wilhelmem. I Wilhelm umarł. I wyszedłem. Wyszedłem na wieki wieków.
Jestem bez wątpliwości zdrajcą. Również bez kajania i przeprosin.

- Wychodzimy? - spytała Petra niepewnym glosem. Głosem, w którym mieszka
bałwochwalcze poddaństwo. Wszystkie nadzieje poranka Tobie w ofierze składamy
Madonno Wilhelmińska. Pod Twoją opiekę uciekamy się.
- Tak, idziemy.
Nie zdążył już dręczyć się pytaniem, jak mogłaby kochać, gdyby mogła. To ten
moment, w którym wszystkie meble stają się członkami twej rodziny. Zapachniało
cukrową watą. Na czymś było bardzo przyjemnie. Być może to był Wujek Łózko.
Coś mnie objęło, chciało by było mi ciepło i mieszkało między nami. Wilhelm opuścił
swoją małą arenę. Po raz kolejny zerwał się film o Misterium Walki.

- Opowiedz mi jakąś bajkę - poprosiła.
Przerywaj mi, choć ważne jest każde słowo. Uwielbiam, jak mi przerywasz. Tylko
ty potrafisz tak przerywać. Potrzebuję przecież trochę ludzkiego świata. Odcinka
czasu wypełnionego zapachem świeżo upieczonego chleba.

Petra przechodziła pasażem rozświetlonych reklam. Idzie się trochę pokracznie,
bo wszystko pcha ją do przodu oprócz kolan, które chcą bardzo do tyłu. A może
i na odwrót. Wokół niej roiło się wiele podniecenia. Podniecenia nalężącego do
ludzi, których dla niej tam nie było. Gdyby ich dostrzegała byłaby rozdrażniona.
Petra szła. Apatyczna kukła, brodziła w błocie Obcych Podnieceń. Ten wieczór
należał do Całej Reszty Świata. Wszystkie nadzieje poranka już wypłynęły krynicami
łez Sezamowej Madonny od Czterech Bułek.

Wilhelm pisarz? Pisał. Dobrze pisał? Pisarz, pisarz. Myślisz, że on to wszystko
wymyślił? Tak, on wymyślił Jezioro Światła i agrest, i te puste ogrody. A muzy?
Wymyślał muzy, czy też zjawiały się? Pisarz przecież musi mieć muzy, tak powiadają.
Czy ja wiem? On to chyba podejrzliwy dla tych muz był. On to zaglądał muzom w
zęby, nawet tym darowanym. Miał wymagania, ale i wybaczyć mu można. Ładnie
się uśmiechał. Mówię ci, jak on potrafił się uśmiechać. Nocną porą, jak przechodził
koło piekarni, to zawsze wiele sobie obiecywał. Snuł plany na pewien poranek,
który kiedyś się zdarzy.











Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.