Poprzedni digart tego użytkownika Wszystkie digarty tego użytkownika Następny digart tego użytkownika
Giną Koty
!montagproject | proza / obyczajowa

Giną koty

Na każdym drzewie, a mieszkam prawie w parku, wisi kartka - ogłoszenie o zaginionym kocie. W okolicy giną koty, zupełnie
nagle i w sposób zmuszający do szukania przyczyn. Tymczasem zatrzymuje się autobus i wysiada rodzina pełna ludzi i dzieci
jak krasnoludki upapranych musztardą. Do centrum mam dwa przystanki.

Kominiarze raczej nie używają komunikacji miejskiej. Używają słów i czarnych rowerów, a od czasu kiedy zaczęły ginąć koty,
podwożą ich czasem księża karawanami marki Mercedes. Potem się ich widuje, jak pośród drzew, jak zuchy, grają w kucanego
berka i bawią się w chowanego. Duchowni w biretach - kominiarze w cylindrach, wśród białych kartek z numerami telefonów
komórkowych, pod którymi na znalazców czekają nagrody.

Nie widać kotów na ulicach. Na wszelki wypadek nie widać też psów. Podobno łowcy nagród łapią wszystko co się da, bo
zaginionych kotów jest tyle, że a nuż złapany spasuje do szukanego. Nawet listonosz, który ma do mnie systematyczne
podejście patrzy głębiej, dalej i wszędzie, jakby w tej sytuacji wyczuwał swoją życiową szansę. Przejeżdżam obok ludzkiego
szpitala i myślę o operowanych pacjentach pod narkozą. Leżą skrojeni, nie wiedząc o losie ich kotów, o którym pogaduje
personel pomiędzy nazwami akcesoriów.

W centrum jest rybny kiosk. Nad ladą chłodniczą z Bydgoszczy wisi na tabliczce gipsowa ryba, przez którą w kiosku jest
bardziej zimno. Za ladą sprzedawczyni o dość rybich ustach (naprawdę), przesadzonymi w kosmos szminką. Odkąd zaczęły ginąć
koty nie czyta już w godzinach pracy Harlekinów z wypiekami. Zapina sweter. Może jej bez książki zimno? Stoi podenerwowana
i wdycha zapachy z wewnątrz lady, jakby chciała jutro zostać wielkim balonem z macherzyny i odlecieć z kioskiem i rybami
jak Dorotka z domkiem i pieskiem. Mam dziwne przeczucie, że jest zamieszana w nieobecność kotów, bo nigdy jej nie lubiłem.

Na ciemnofioletowym tle billboardu szary kot spontanicznie wybiera pokarm zamiast obiadu. Grupa ludzi o smutnych oczach
patrzy milczkiem na billboard. Minuta ciszy. Szaliki łopocą. Zasadnicza zmiana w stosunku do milczenia w orderach pod
sztandarami. Do akcji włączyli się właściciele sklepów mięsnych. Zawijają delikatesy w papier z podobiznami poszukiwanych
kotów. Kiedyś miałem flamaster w takim kolorze jak to tło. Kolor biskupi - tak był nazwany na opakowaniu z dzieckiem z NRD.
W fabryce, gdzie pracuję skoczył procent chorobowego. Uczciwsi biorą urlopy.

Wczoraj podczas rozmowy z kobietą z innego miasta dowiedziałem się, że u nich koty nie giną. Poleciła mi sprawdzić czy w
okolicy nie otwarto ostatnio jakiejś chińskiej knajpy. Niby dobry trop, choć szybko okazało się, że wręcz przeciwnie.
Zamknięto ostatnio dwie ostatnie, bo ludzie je bojkotowali. Padły. Koty zaś giną dalej i się nie odnajdują. Na każdym
drzewie szeleści i furkoce na wzmagającym się wietrze kartka z podobizną innego zaginionego, czasem z odciskiem czarnej
dłoni, bo wśród tych drzew nieustannie gonią się księża i kominiarze. Z gołymi głowami.



Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora
podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.